17 sierpnia 2019

Śpiewająco

postanowiłyśmy wykonać  następne zadanie na zabawę u naszej Anulki.

Oczywiście z wytrychem.
Wytrychem okazała się nasza blogowa koleżanka Ola, która w ramach wakacji nawiedziła stolicę i zadomowiła się u mojej sąsiadki Justynki.
I już wiadomo było jak spędzimy cały weekend! ;)

Więc.... co trzy głowy to nie jedna ....
Zadaną kokardkę znalazłyśmy na ogonie słonia, w myśl słynnej piosenki  https://www.youtube.com/watch?v=6-LrJfXpKV4





gdyby ktoś nie dopatrzył kokardki...;)


 
pozostałe słoniki Justynki i Oli możecie zobaczyć tutaj:  KlimJu

 
 Tą samą techniką popełniłam jeszcze jedną kartkę z kokardką :)
(tutaj w towarzystwie frywolitkowej gwiazdki wykonanej przez Olę) 






Inspiracja słoniowa  z Pinteresta TUTAJ.

Ilość powstałych w  ten weekend robótek przyprawia o zawrót głowy!
Prym wiodła tym razem frywolitka

To głównie dokonania Justynki i Oli
Moja robótka to ta nie dokończona.

Niestety nadal jestem głąbem matematycznym ;)  Zawsze mówiłam moim nauczycielom matematyki, że ja ten mur to mogę zbudować własnymi rękami, niech mi tylko ktoś policzy te cegły!

Ogarnięcie równania matematycznego, które stworzyła Ola do tego "warszawskiego " wzoru kolczyków okazało się być nie lada wyzwaniem! Na szczęście umiejętności rysowania Bozia nie poskąpiła, więc jak już po kolejnych cierpliwych korepetycjach Oli i Justynki  zaświeciła mi lampka, rozrysowałam sobie co i jak  i jakoś poszło :)
Niby równanie matematyczne to tez rodzaj obrazka....ale cyferki niestety do nie nie "mówią"
Z tego powodu nie gram w totka ;p




Dzięki niezwykłej gościnności Justynki, u której zatrzymała się  Ola mogłyśmy po raz kolejny się spotkać i spędzić niezwykły weekend pełen pozytywnych wibracji <3

To dzięki naszym pasjom, którym dajemy upust na naszych blogach, mogłyśmy się poznać i w efekcie spotkać.
Dlatego zawsze powtarzam, że warto mieć hobby.
Jakiekolwiek
Bo to nas łączy  z ludźmi tak samo pozytywnie zakręconymi. A tymi warto się otaczać.
Warto szukać tego co nas łączy.
Ponad podziałami!

Dziewczyny bardzo wam dziękuję za te cudne spotkania ogródkowe.
Podładowałam trochę bateryjki.

Ba! Nawet na tę okoliczność odkurzyłam moje prawo jazdy, i "z drogi śledzie bo Dorota jedzie"! :)))
Bo Justynka wprawdzie blisko mieszka ale komunikacja miejska słabo tam operuje.
Krzywo, bo krzywo ale na podjeździe Justynki bezkolizyjnie zaparkowałam i cała również do domu wróciłam. Nawet parkowanie na moim mikroskopijnym miejscu parkingowym się powiodło idealnie jak pod linijkę! ;))))


***
Tymczasem na naszym RODos
Cudu gospodarczego nie zdziałaliśmy ale wyrosło parę pomidorów i cukinii.
Co jest i tak pewnym cudem właśnie, bo  się okazało, że mamy niezwykle zasadową ziemię, prawie 8!  I zasadniczo wtakiej glebie nic nie ma prawa urosnąć.
Czeka nas żmudna praca ( i wydatki) z zakwaszaniem gleby
.
Całości działki jeszcze długo nie pokażę bo nadal kojarzy się to ze stanem mocno surowym. ;)
Ale intensywnie nad tym pracujemy i może już w przyszłym roku będzie wygospodarowane miejsce na kociołek. Oczywiście w wersji warzywnej. Bo już jakiś czas temu postanowiliśmy nie jeść mięsa.
No dobra.... dla gości zrobimy wyjątek i rzucimy  "wkładkę" do kotła ;)

***

 


31 lipca 2019

Niemało

takowych rozetek wykonawszy

( w czym  jedna z blogowych koleżanek niejakiego uzależnienia się dopatrywuje...;)

jedną z nich, za pewną namową, na wyzwanie porzucić postanowiłam







***

 
inne supładełka powoli powstają w dłużących się godzinach w komunikacji wielkomiejskiej 
a ile zamieszania kiedy połowa busa upadniętego szydełka mi szuka! ;DDD


no i celebrycimy się

( dla nie wtajemniczonych we frywolitkowy slang, 
takie "kołowe" bransoletki celebrytkami nazywamy )

a w międzyczasie coś tam jednak się supła ;)


Hmm...czyli jednak się nie lenię! ;)

29 lipca 2019

Kropeczki

A skoro kropeczki to...biedroneczki.

"Biedroneczki są w kropeczki
I to chwalą sobie,
U motylka plamek kilka
Służy ku ozdobie
W drobne cętki storczyk giętki
Liliowe tuli płatki
Ty mój grzybku też masz łatki
I śliczny kapelusik,
Więc niech wcale cię nie smuci
Ten drobny biały rzucik"

tym tekstem piosenki
( którą przy moim niemałym osłupieniu i zachwycie odśpiewała mi sąsiadka Klimju)
natchnione
zasiadłyśmy przy stole do kolejnych domowych warsztatów przysposabiając się do kolejnego Anulkowego wyzwania kropeczkowego.



Dobry pomysł?
Dobry.
Bo prosty ;)
czyli tym razem wyszły nam prawie CaS-iki 


 Oczywiście z palety : biały -zielony-czerwony




***


No wiem, że mało mnie tu...ale się działo

Działka jak jakie monstrum zielone całkiem mnie pochłonęła domagając się mojej uwagi i czasu.
Cudu gospodarczego nie dokonaliśmy ale parę ogórków będzie ;)    Naprawdę parę.

nawet urosło trochę truskawek z tegorocznych sadzonek  zanim wykończyła je susza
 


długi wyjątkowo w tym roku urlop oderwał mnie od rzeczywistości




ale co najważniejsze ....    zyskałam syna. :))))



 I tym optymistycznym akcentem z "nową drogą"  w tle 
mówię do zobaczenia na blogach :)

Dorota 








5 maja 2019

28 kwietnia 2019

sezon "ogródkowy"

się zaczął,  wolny czas spędzam na działce

więc karteczka "na zielono"



Stałam się w tym roku niespodziewanie posiadaczem ziemskim hacjendy na RODO`s,
całe 300 metrów kwadratowych do ogarnięcia, które o doprowadzenie do stanu używalności woła!
Działka ostatnio tylko na grilla wykorzystywana zdziczała niemiłosiernie, za to po wcześniejszy właściciel wsadził w glebę chyba z  kilkanaście  okiennic. Wyciągnęłam z ziemi już kilka klamek okiennych i z pół tony desek!

Za to w spadku po panu Stasiu, okiennym patenciarzu, została  niesamowita  ilość pięknych starych winorośli, które już zaczęły nieśmiało listki wypuszczać.  Będzie winko! ;)

I marchewka. Grządki już przygotowane.

Paznokcie poszły się ...przejść!

Więc oto główny powód czemu mnie tu mniej.

Ale w międzyczasie dłubię :)









15 kwietnia 2019

"...i na skrzydłach jak ptak..."


bo też te "skrzydełka" chodziły za mną przez długi czas!
A może raczej latały....


Niniejsze wykonałam w długiej podróży przez niesławne Koluszki ;)
Skrzydełka wydawały się takie skomplikowane ale dzięki wskazówkom mojej mentorki frywolitkowej Klimju ,(paperafterhours.blogspot.com)  poszło całkiem sprawnie.

I chyba na pewno do nich wrócę!
Tym razem z cieńszymi niteczkami :)





a że z lekkością piórka skrzydła wiele wspólnego mają 
to pozwolę sobie dołączyć do zabawy


 


***

Czy wam to przesilenie zimowo-wiosenne również się daje we znaki?
Nie nadążam żonglować między zimowymi botami a sandałami. No cholery idzie dostać!



5 kwietnia 2019

Co ja robię w Koluszkach?!

czyli podróż do miasta  krasnali.

Otóż, nasze bractwo blogowe  ( Ania, Hania, Danusia, Justynka, Ela, Ola, Marysia) kolejne już spotkanie,  tym razem na południu Polski uskutecznić postanowiło. 

Z  rana radośnie zasiadłyśmy z Justynką w szybkomknącym pociągu, z naszymi robótkami radośnie się rozłożywszy ... i już w Łodzi nasza  radosna podróż  się zakończyła... awarią!
Bo "ciężka maszyna zziajana zdyszana..." wzięła i zdechła na zapomnianej przez wszystkich maleńkiej stacyjce stanąwszy.

Opisać tego co się później działo nie sposób!
Istny festiwal dezinformacji i braku kompetencji  PKP pośród bezwładnie biegającego tłumu
o mało nas o zawał nie przyprawił ( kilka razy) szczególnie, że stację dalej czekała na nas równie zdenerwowana Ela.


 W każdym bądź razie, kiedy my jeździłyśmy bez sensu po Łodzi kolejnymi pociągami i zwiedzały kolejne stacje usiłując po drodze  Elę przejąć,  w międzyczasie nasz szybkomknący pociąg został naprawiony i "zziajany, zdyszany..." pomknął ku swemu przeznaczeniu (bez nas oczywiście )  a my wylądowałyśmy w Koluszkach...


Jedyny plus w tej całej historii jest taki, że z tych Koluszek nieszczęsnych  jechałyśmy 1-szą klasą,
ale to  tylko dlatego, że byłyśmy nieugięte w rozmowie z kierownikiem pociągu, który nam na
5-cio godzinną podróż początkowo jedynie podłogę w korytarzu  oferował.

***
 Miasto krasnali  wiosenną pogodą nas powitało co trochę skołatane nerwy ukoiło
 a radosne powitanie z niecierpliwie oczekującymi na dworcu koleżankami
resztki  "chmur" z głowy przegoniło!


***
Po czy gromadnie udałyśmy się do apartamentów gdzie  oczywiście najważniejszym i nieodzownym elementem każdego naszego blogowego spotkania jest 
stół!

Tu się wszystko dzieje! :)  Warsztatom nie było końca! 

A co się działo to skrupulatnie wyliczyła Ania:

** Urodziny Danusi
** Prezenty od Wszystkich dla Wszystkich 
** Warsztaty z haftu krzyżykowego pod czujnym okiem Marysi
** Warsztaty z techniki pergamano pod czujnym okiem Eli
** Warsztaty szydełkowe pod czujnym okiem Justynki

** Warsztaty z quillingu pod czujnym okiem naszego gościa specjalnego  - Mistrzyni quillingu w Polsce 




Ale też i nocny spacer  trzeba było uskutecznić  bo miasto studentów nigdy nie zasypia




Ostrów Tumski nocą zobaczyć i ciekawych historii o tym miejscu od przemiłego tubylca wysłuchać


 Panoramę Racławicką  koniecznie zanawiedzić 
z krasnalami koniecznie się przywitać

rejsem po Odrze się podelektować 

,

Niestety kiedy jest przyjemnie czas wartko płynie, więc

Obowiązkowy "rozchodniaczek" na koniec

Spacer po rynku


i dworcowe rozstania

 

w niecierpliwym oczekiwaniu na kolejne spotkanie, pozostając 


 a to za 200 dni dopiero! Oj będzie się dłużyć...


***
 Postscriptum

Tych pozytywnych fluidów i emocji towarzyszących naszym kolejnym blogowym spotkaniom słowami opisać  się nie daje. 
Tyle osób, tak różnych, zjednoczonych pod wspólną egidą...
Patrzę na tę naszą "Grupę pod Wezwaniem" i myślę sobie, że jest jeszcze nadzieja dla tego świata  :)



Postscriptum 2

Specjalne podziękowania dla Oli (córci naszej Anulki), która mieszka we Wrocławiu, będąc z miastem zaznajomiona uprzejmie za przewodnika nam robiła i grupę przez cały weekend pilotowała.
A jeszcze specjalnie na nasze spotkanie pyszne ciasto upiekła.