Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cykliczne Kolorki Artystek Kolorystek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cykliczne Kolorki Artystek Kolorystek. Pokaż wszystkie posty

29 września 2017

zupa rybna

czyli wyzwanie u Danutki


Nasza Szefowa wymyśliła taką oto  inspirację....
no to co, tylko zupę gotować! ;D 
Dwójka mi wpadła w oko i moja "zupa" jest zielono-fioletowa




 ***

Wirus zbiera w wielkim mieście niezłe żniwo! 
Opierałam się tym wrednym wirusom przez ostatnie lata, ale tym razem chyba za wolno biegłam...dopadł i mnie... :/  Dołączyłam niniejszym do "Klubu Gruźlików".  Żebyście słuszeli te poranne "śpiewy" w busach! Tylko chór zakładać...;)  To idę sobie...  dalej spokojnie pochorować

Zdrowia! 
 






31 sierpnia 2017

Cytrynek Listkowiec


jest inspiracją na kolejne Danuśkowe wyzwanie w "Cyklicznych kolorkach...", 
która tym razem wymyśliła motyle :)

Tenże, "Cytrynek Listkowiec" to mój ukochany motyl. 

Może i niepozorny, bo po złożeniu skrzydełek łudząco upodabnia się do listka 
ale w tym wypadku ta skromność rządzi! I niezwykła mimikra, która urzeka mnie za każdym razem. 

Motylek na kartce oczywiście nawet nie leżał koło mojego inspiracyjnego modelu, ale jest zielony ;)






"Cytrynek Listkowiec"   *

I w sumie...to nie wiem co on ma wspólnego z cytryną...?



Uskrzydlona inspiracja wędruje do Stefana...
(mam nadzieję, że biedak przetrwał Danuśkowe "zagramaniczne" eskapady 
z gotowaniem żabich udek w tle ;P )









* zdjęcie zapożyczone ze strony:  parkilodzkie.pl

13 czerwca 2017

Bukiecik w lazurach

poczyniłam... ekspresem!

... bo  już jedną nogą jestem za drzwiami...zaraz nimi trzasnę i zniknę urlopowo :)))

Ale zanim opuszczę tę szarą i tę wirtualną rzeczywistość...musiałam stanąć na wysokości zadania i zameldować się na  Cykliczne Kolorki.
Nie ma , że boli! ;)


Zakochałam się w tej formie kartki... <3
na tyle, że to już mój piąty "ogródek" poczyniony w ostatnim czasie  ale pokazywanie zaczynam od ostatniej.  ;)


Polecam! Wbrew pozorom jest niezwykle szybka do wykonania.
Zarówno baza - jeśli dysponujecie tablicą do bigowania, jak i "zawartość"  jeśli macie wykrojniki.





a najfajniejsze w tej formie jest to:

składa się na plaskato i wysyła bezproblemowo w kopercie!
(co przy ciągle rosnących kosztach pocztowych ma niebagatelne znaczenie ;)








To ja się "żegnalski" z Państwem!
Będę jak wrócę.
Albo i nie... ;P



22 maja 2017

Wrrrrrrum!

i pojechał!
do pewnego bardzo dobrego Teacher`a  ;)
Oczywiście motocyklisty.
Oczywiście! ;D

I dobrze, że się napatoczył...  bo już mi czacha zaczynała dymić od myślenia o tym ognistym zadaniu Danuśki...a czas uciekał ...


To najbardziej "ognisty" papier jaki posiadam, do kompletu trochę nadpalone skrzydełko Feniksa ;)
A maszyna - czarny metalik! Ale tu musicie mi wierzyć na słowo...bo aparat nie chciał tego uchwycić.



 Mam nadzieję, że Stefek ma jakąś gaśnicę na wyposażeniu...
bo jak tyle łatwopalnego materiału zwali mu się na łepetynę... może być różnie...;)





Pamiętacie ognisty motocykl z filmu "Ghost Rider" ? 
Film może i taki sobie...ale te zdjęcia... !   :)))



To idę... wsadzić głowę pod prysznic ;P


23 kwietnia 2017

Perłowo

na Cykliczne Kolorki

Trzeba przyznać, że trzecia edycja łatwa nie jest, Danuśka daje popalić i chwilami trzeba się nagimastykować ...ale tym razem bez marudzenia!
Nie, że taki malkontetnt za mnie, bo co to to nie... ale Polak lubi sobie ponarzekać, prawda?
W choć to w niczym nie pomaga...ale jakoś tak jakby lżej...;D

Perła okazała się być tematem bardzo przyjemnym i od razu wiedziałam, że wykorzystam  krepinowe różyczki w kremowym odcieniu. Niestety ostatnie! Zapasy stopniały prawie do zera...



i jeszcze potwierdzenie, że perła jest a jakże, jedyny perłowy jaki miałam czekał na okazję ;)

No już bardziej "perłowo" się nie dało! ;D






***
Tja...u Danutki na banerku jakieś ciepłe morza...plaża w tle  a mnie tu śnieg za oknem nap.....a!
Ja się pytam kto zaaresztował Wiosnę?! I za co?
Że za wcześnie przyszła...czy jak? To za wczesne przychodzenie też już karalne jest?   O_o



***

A gdybyście chciały się naumieć takowych różyczek tu jest mój kursik




19 marca 2017

Biskupi....

co to za pomysł tak nazwać kolor...

Jeszcze  pomysł z owocami ( "brzoskwiniowy" ) jest do zrozumienia... no bo mniej więcej każdy wie jak brzoskiwinia wygląda... ( takie włochate jabłko!)
To już taki  "łososiowy" to zupełne nieporozumienie!
No jak można zdechłą rybą nazwać kolor! Nic dziwnego, że faceci tego nie ogarniają.
Czy nie lepiej było by powiedzieć wprost : - "kolor zdechłej ryby"? ;)

Ale ten "biskupi" ... to już zupełne nadużycie!
Toć to tylko "wściekły róż".
Ale implikacje są dosyć czytelne... W końcu od średniowiecza to kolor  "arystokracji", kolor królów...
a wiązało się to z jego drogocennością. Bardzo trudno w tamtych czasach było uzyskać taki barwnik.

No ale z Danutkowymi wyzwaniami się nie dyskutuje tylko "walczy"
Wygrzebałam najbardziej "wściekły róź"  i tadam:
Mam nadzieję, że Danuśka widzi tu "biskupa" ;)



A wiecie, że różowy był w średniowieczu kolorem "męskim"?
Ot paradoks....dzisiaj to kolor małych dziewczynek!  ;-P




22 lutego 2017

Papugi

nie mam
ale specjalnie na Danutkowe wyzwanie znalazłam ptaszka...
jakiś taki...  zdziwiwiony jakby... ;)





Kartkę "uszyłam" specjalnie na Danutkowe Cykliczne Kolorki
tym razem wyzwanie  papuzie
bo.... lubimy zielony! :)
 


Hej, Kolorystki!
Czy wy zdajecie sobie sprawę, że to 3-ci sezon Cyklicznych Kolorków?

Brawo Danuśka! Brawo my!    :D




***
Melduję, że wiatry przyszły i przegnały grasujące w stolicy "smoki".
Oby na dłużej.
Za to teraz  "wygwizd" mamy...
No i jak by sie człek nie obrócił... plecy ciągle z tyłu! ;P


18 stycznia 2017

Zrobieni na "szaro"

przez naszą, niespożytej energii, Szefową "Cyklicznych Kolorków"
którego "pierwsze rozdanie"  sezonu 3,  można skomentować tylko w jeden sposób: 
"-Im dalej w las, tym więcej drzew"! ;-)

Ale nikt nie obiecywał, że będzie łatwo, a już na pewno nie Danuśka!
Więc bawimy się dalej. (Najlepiej do końca świata i jeszcze jeden dzień dłużej)

Moja propozycja na "Diabelskie szarości":


Szary i żółty zgodnie z wytycznymi. Z minimalnym dodatkiem "dodatkowego" - to biały.


I tak mi przyszło do głowy...
motocykliści zasadniczo przez co niektórych są uważani, za "diabelskie nasienie" i "pomiot szatana" ...
to się chyba nawet ładnie tematycznie w to wyzwanie wpisuje ;-DDD






A w zasadzie to powinna napisać krótko" Nadużycie nr1" .
Ograżałam się, że będę wyjątkowo intensywanie używać tego wykrojnika. Już mam kolejne "nadużycie" ;-P

25 listopada 2016

Zdębiałam

na widok kolejnego Danutkowego wyzwania... O_o
(ty mnie kobieto przy życiu trzymasz!)

Co ja się nahasałam po tym lesie coby tego gada znaleźć!
(Dziki wszystkie żołędzie wyżarły! Gdzie tego "Dębowiaczka" znaleźć...?)

Ale w końcu go wypatrzyłam.
Tylko jednego ale za to tłuściutkiego...nażarł się na zapas i zapadł w zimowy sen w swojej norce...

Chyba mu tam wygodnie...









***
Zajęcia kreatywne mojej 4-letniej bratanicy.

Zaczęło się od jednego motylka. Dla cioci .....No i się zaczęło!
Poprosiłam o więcej motylków...
Kolejno powstającym motylkom trzeba było zapewnić kwiatki...każdemu jego własny...
W międzyczasie pojawiła się pszczółka...więc zmotywowałam małą, żeby dorysowała całą rodzinę...bo przecież taka samotna! ;-P
No a pszczelej rodzinie trzeba było zapewnić mieszkanie...więc gdzieś tam znajduje się ul!
Co ona biedna się nabiegała z tym rysunkiem...Widziałam, że już pod koniec tego maratonu była mocno...zmęczona..
No ale ulubionej cioci się nie odmawia...;-D

W ten sposób zapewniłam przedszkolakowi zajęcie na cały wieczór  a rodzicom święty spokój.
To się nazywa pedagogiczne zacięcie ;-)



25 października 2016

"Pawiowe" wyzwanie

spędzało mi sen z powiek od początku października (a i tak już prawie nie sypiam)
i jedynym pocieszeniem (choć słabym) była myśl, że autorka tego wyzwania też spania nie miała! ;-P

Więc żeby się nie skończyło tak jak we wrześniu, kiedy to ktoś mi "rąbnął"  31 września...
i nie zdążyłam do Danuśki  z cętkami ....bo obudziłam się z nimi w październiku!    :-(
(Danuśka, wiem , że mi wybaczysz...ale ja sama sobie nie mogę...od 2 lat nie opuściłam ani jednego wyzwania!)
....więc ... się spięłam i ...wydumałam tak:

Piórko jest przestrzenne, choć słabo to widać.
Nie mediowałam mocno bo chciałam żeby wyszedł "kazik" ( C&S). Czy mi się udało?


I niech wam się nie wydaje, że chlapanie jest takie łatwe!
4 arkusze zmarnowałam zanim efekt końcowy mnie jako-tako zadowolił. Zachlapałam cały zlew, teraz jest pięknie turkusowy, zachlapałam umywalkę w łazience - bo tam suszyłam arkusze, po drodze zachlapałam podłogę - bo mi kapało z noszonych tam arkusików...A ręce?  Chyba trzeba będzie jakieś pranie na tarze uskutecznić... ;-D

Wprawdzie z pawia zostało mi tylko piórko a oczko jest... zachlapane ;-P
ale "chrześniak" po znajomości łyknie,  a Szefowa ....może po znajomości przymknie oczko. Pawie. ;-D





***

Złamałam się.... i poszłam na warsztaty do  Three Wishes aby pod okiem Agi  C. foamiran pomiętosić :-)
Efekty tego miętoszenia poniżej.
A miejsce, kursantki i sama prowadząca przemiłe... to i rezultaty spotkania kwieciste!

 Czy wyniknie z tego głębsza przyjaźń...to się okaże ;-). Ale papieru ani krepinki zdradzać nie zamierzam.



24 sierpnia 2016

Lody

to ja zawsze w nieprzyzwoitych ilościach!
Najlepiej....  małe wiaderko ;-D

Najgorsze jest późniejsze  ponoszenie konsekwencji tychże niecnych czynów... ;-/

Więc z pewną taką nieśmiałością ale i radością powitałam kolejne Danutkowe "lodowe" wyzwanie.
Ot będzie do syta ...i bez tych tam....skutków ubocznych  ;-P


W roli głównej śmietanka, wanilia i pistacja z dodatkiem malinki :-)
Uwielbiam lody owocowe, a pistacja znalazła się tu przypadkiem bo leżała mi w konwencji...

Kwiatki moje, barwione mgiełkami z akwareli.






***

a propo`s malinki...sezon w pełni! :-D
Szczęściarzom posiadającym je we własnych ogródkach okrutnie zazdraszczam ;-)


     Ostatnio wpadłyśmy razem z Naszą Babcią do lasu, na końcówkę sezonu jagodowego
Jagód już mniej ale za to wielkie jak bomby!

Tak się zakręciłam w tym lesie z tej radości...że drogi zmyliłam i musiałam trochę...pospacerować ;-)
ot,  z 15 minut...ale to już wystarczyło, żeby Naszą Babcię o zawał serca przyprawić!
Bo "dziecko zginęło"  "może zasłabła" "może zgwałcą"  ! ;-DDD
         Tjaaa...nie ma to jak wybujała wyobraźnia  ... z dziesięć lat mogłabym w tym lesie czekać na te ekscytacje i nikogo bym nie spotkała...tak tam pusto...

Ale Nasza Babcia w afekcie zapowiedziała, że więcej ze mną do lasu nie pojedzie!
Nooo...   w tym sezonie na pewno już nie ;-P

A z tejże wyprawy było czerwono-czarno!

22 czerwca 2016

jagodzianki

upiec chciałam
ale przypomniałam sobie, że jestem na diecie...

no to zrobiłam jagodową kartkę...
będzie dietetycznie ;-)


na Cykliczne Kolorki Artystek Kolorystek



Do jagód a w szczególności jagodobrania mam stosunek szczególny...
Sezon bez przytargania z lasu wiaderka jagód uważam za stracony!
Uwielbiam je zbierać!

Wprawdzie zdezelowany kręgosłup nie jest zachwycony tą czynnością  ale ten zapach lasu  i wrzeszczące jak opętane ptaszyska ....:-
Wkurzają mnie wprawdzie czasami rzucające się do gardła komary...ale te pierogi w wykonaniu Naszej Babci rekompensują mi wszelkie niedogodności! ;-D


A coby nie być gołosłownym.... poniżej nasze zbiory z poprzednich lat:)))






I żeby nie było! Osobiście zbierałam! :-D

A na wsi taka świecka tradycja panuje, 
że dzieciuchom się zawsze krzaczek z lasu przywozi.



***

PS.

Świat się kończy daję słowo!
Nasza Babcia ma konto na fejsie! :-O

Więc jakby taka jedna "pani kapitan"  ( Zenia Zenka ) zapraszała was do grona znajomych,
będzie mi miło jeśli zechcecie ją przygarnąć. Niech kobita ma na co popatrzeć...bo mówi, że u mnie już wszystko wypatrzyła i jej się nudzi ;-D

20 maja 2016

Marchewkowe pole

rośnie wokół mnie
w marchewkowym polu
jak warzywo tkwię...

Rosnę sobie
dołem głowa górą nać
kto mi powie
co się jeszcze może stać...


No i kto mi powie czyja to piosenka? :-)

No więc....musiałam na marchewkowo...a mała solenizantka kocha koniki...w szczególności Pinkie Pie ale ta nie leżała mi w konwencji...
Na szczęście jest w tej gromadzie marchewkowy konik! :-D
Nie zrozumiałam jak się nazywa...ale wiem, że ma sad. W bajce, oczywiście. :)

Ja nie ogarniam tych dzisiejszych bajek... ale jak sobie przypomnę szał na Pikachu, gdy moja córa była w przedszkolu...to chyba wolę te szurnięte koniki od tamtej dziwnej japońskiej mangi ;-P



A nie mówiłam, że się składa na płasko! I mówiłam, że "prawie" ;-P



Na szczęście, bratanicy  "marchewkowy" konik się spodobał. Uff! :-D



Marchewkę jadamy wiadrami! Podobnie jak koniki. Najchętniej w postaci płynnej. I z jabłuszkami.
I czyż to nie dziwna koincydencja, że tenże konik ma sad...? ;-D

A kiedyś w bardziej szalonych czasach miałam marchewkowe włosy! :-O

***
Nasza miłośniczka koników bardzo wcześnie nauczyła się rozróżniać i nazywać kolory...
Rozmowa nad kredkami:

- "Nikola, a to jaki kolor?"
- "Ciałowy"

Nic, tylko zjeść małą łyżeczką  ;-)





19 kwietnia 2016

wiedziałam

no wiedziałam, że te buraki wrócą do mnie rykoszetem!
Droczyłam sie z naszą Danuśką, jeszcze podczas "cyklicznych kolorków", że wymyśla jakieś niestworzone kolory i następny pewnie będzie "buraczkowy"...
No i mam za swoje...

To jest dopiero ironia.   Dziękuję Danusiu  :-D

Oto moje  "buraki":
    Bardziej buraczano nie będzie! :-)
    Beatko, na pewno rozpoznajesz kordonek... ;-)



                                               frywolitki lecą na buraczane wyzwanie Danutki



Próbowałam jeszcze zrobić carving...
ale co ugotowałam buraki, to ktoś mi je bezszczelnie wyżerał!  - mówię to głośno kierując zarzut w stronę M, który profilaktycznie wychodzi do drugiego pokoju, zlizując resztki buraków z wąsów...

Jak widać buraki i owszem mają wielbiciela w naszym domu.
Kolor...chyba jedynie w rubinach by mi się podobał :-)




Już "poza konkursem"do kompletu poczyniłam też  "buraczane" pudełeczko. 

to oczywiście mój wyrób eksportowy czyli "zestaw urodzinowy"

a kwiatki, jakże by inaczej, barwione akwarelami



***

Czego to tym studentom nie wydumają, żeby się nie nudzili...liczenie bażantów na przykład   O_o
W ramach jakiegoś dziwnego projektu badawczego zlatałyśmy z córą okoliczne łąki..
Efekty naszego łażenia:
rosół męski: 10 sztuk
rosół żeński 1 sztuka ( na pewno było więcej ale cwańsze i się dobrze chowały, albo nieśmiałe takie)
potomstwa rosiołowego: nie stwierdzono ( zapewne jeszcze w jajecznicy siedzi)

kleszcze: od jednego do plus nieskończoności!
Atakowały nas z zaciętością i w liczebności godnej hord tatarskich! :-O

Niełatwo zrobić fotkę tym kolorowym cwaniakom. Przysięgam, że potrafią się czołgać w trawie!

A  na koniec spotkałyśmy dzika! 
Który po zzoomowaniu okazał się być ciężko wystrachanym koziołkiem. Zeżrą go kleszcze żywcem w tych zaroślach...


PS. Wiecie , że bażanty są gatunkiem introdukowanym?
Nie są przystosowane do naszych zim.
Gdyby nie dokarmianie zimą i coroczne odnawianie gatunku przez koła łowieckie, nie przetrwały by w naszym klimacie.