25 września 2016

Zamówienie specjalne

dostałam...
Na "pocieszajkę".
Dla zawodniczki, której nie polubiło Rio...

No i jak by tu pocieszyć strapioną sportsmenkę...
Co tam Rio... jak Tokio czeka! Już niedługo... za 4 lata! :-D

Chodziły mi po głowie jakieś gejsze i kwiaty kwitnącej wiśni...
Po czym pomyślałam o podróży...no a jak podróż to trampki i...
walizka! ;-D

Walizka oczywiście taka dla "dziewczynki"


mała afirmacja zapakowana  :-)


jeszcze tylko bilet

i w drogę!

Mam nadzieję, że pocieszyłam i zmotywowałam.
Bo potencjał ogromny! Taki w sam raz na "złotko". W Pekinie :-D

18 września 2016

Nadal mediuję ;-P

ale zrobię małą przerwę

i tym razem będą moje ulubione krepinowe różyczki
na ślubnym komplecie w delikatnych zieleniach.

Uwielbiam tę "gwiazdkę" Marianne :-)



mój kurs na takie róże :

są pracochłonne, ale naprawdę proste :-)






***

pozdrawiam,
 niepocieszona, 
bo właśnie wracam z za krótkiego, jak zawsze, urlopu  ;-)


trzeba zejść na niziny... 
                                                     znowu zostawiłam serce pod kosodrzewiną...
dosłownie i w przenośni ;-D

11 września 2016

Nadal

mediuję :-)
Nawet nie chowam głęboko  akwareli, stoją pod ręką i łypią na mnie kolorowymi oczkami buteleczek... ;-D
Przyzywają....

A może przezywają...

Nie wiem, migowego nie znam ;-D

Ale znowu "zmalowałam"
Zima się zbliża...to na niebiesko! ;-)

I w takowych "okolicznościach przyrody"  ( Kto wie z jakiego to filmu?), korzystam zanim śnieg spadnie.
Tylko nie wiem czemu sąsiedzi mi się dziwnie przyglądają jak krzaki fotografuję...co w tym osobliwego? ;-D




***
pozdrawiam  "niedzielnie"
i zasapana
bo właśnie włażę na Kasprowy ;-D


4 września 2016

Mediuję

i będę epatować tymi "mediacjami"...bo tak! ;-D
Bo tak mi się podoba...
że nie mogę przestać :-)

A na dodatek musiałam, no musiałam umiejscowić ją w takich "okolicznościach przyrody" !







W roli głównej:  akwarele wodne Liquarel, maska z Tricks arts, nutowy stempelek  i moje kwiatki



***
Pozdrawiam urlopowo i zlotowo
Się dzieje ! ;-D






28 sierpnia 2016

Trochę

ochłody przynoszę w tę gorrrrącą niedzielę
wraz ze ślubnym komplecikiem w zieleniach

Ślub był piękny, nowoczesny.
Młoda miała piękne szmaragdowe dodatki do krótkiej sukienki: szpileczki, paseczek, własnoręcznie wykonaną biżuterię sutaszową... więc musiałam sprostać konwencji.





 
***

Mam  29,7 st. Celsjusza!
Na wszelki wypadek nie wychodzę z domu...żeby nie dostać udaru...;-)

A kota leży na parapecie..i nie daje się z tamtąd ściągnąć...
Nie,  nie spadnie, nie reaguje na komendę skacz ;-)




 

26 sierpnia 2016

Wolny ring

czyli "zróbta co chceta!"  - ogłosiły Renia i Justynka w ostatnim już wyzwaniu frywolitkowym.
No to zrobiłam, to co od dawna za mną chodziło.

Przy pierwszej popełniłam wszystkie możliwe błędy! Co ja sie tu narozsupływałam...
Ale z drugą już było lepiej, a na pewno byłam uważniejsza ;-D
 
Już śmigam czółenkami a dzięki ostatnim korepetycjom Justynki wiem już jak się łączy i chowa nitki i parę innych tricków. Wielkie dzięki Pani Profesor! :-)


Nadal są pewne błędy..ale już wiem jak ich uniknąć przy następnych śnieżynkach.



Dziewczynom serdecznie dziękuję za prowadzone lekcje i motywację.

Przygodę z frywolitką zaczęłam dzięki Reni, która zmotywowała mnie ...  wysyłając mi igłę!
A Justynce dziękuję za lekcje z czółenkami i nieocenione rady.  Na pewno zgłoszę się po więcej ;-D.



 ***

Pamiętacie strażnika frywolitki? nadal nie interesują jej nitki
Za to pasjami i kompulsywnie kradnie mi gumki!




Dobrejnocki :-)
 

24 sierpnia 2016

Lody

to ja zawsze w nieprzyzwoitych ilościach!
Najlepiej....  małe wiaderko ;-D

Najgorsze jest późniejsze  ponoszenie konsekwencji tychże niecnych czynów... ;-/

Więc z pewną taką nieśmiałością ale i radością powitałam kolejne Danutkowe "lodowe" wyzwanie.
Ot będzie do syta ...i bez tych tam....skutków ubocznych  ;-P


W roli głównej śmietanka, wanilia i pistacja z dodatkiem malinki :-)
Uwielbiam lody owocowe, a pistacja znalazła się tu przypadkiem bo leżała mi w konwencji...

Kwiatki moje, barwione mgiełkami z akwareli.






***

a propo`s malinki...sezon w pełni! :-D
Szczęściarzom posiadającym je we własnych ogródkach okrutnie zazdraszczam ;-)


     Ostatnio wpadłyśmy razem z Naszą Babcią do lasu, na końcówkę sezonu jagodowego
Jagód już mniej ale za to wielkie jak bomby!

Tak się zakręciłam w tym lesie z tej radości...że drogi zmyliłam i musiałam trochę...pospacerować ;-)
ot,  z 15 minut...ale to już wystarczyło, żeby Naszą Babcię o zawał serca przyprawić!
Bo "dziecko zginęło"  "może zasłabła" "może zgwałcą"  ! ;-DDD
         Tjaaa...nie ma to jak wybujała wyobraźnia  ... z dziesięć lat mogłabym w tym lesie czekać na te ekscytacje i nikogo bym nie spotkała...tak tam pusto...

Ale Nasza Babcia w afekcie zapowiedziała, że więcej ze mną do lasu nie pojedzie!
Nooo...   w tym sezonie na pewno już nie ;-P

A z tejże wyprawy było czerwono-czarno!

21 sierpnia 2016

Jak zawsze

w niedzielę...
rozrabiam na blogu like-chellenges.blogspot.com

 Więc pomyślałam, że na tę okoliczność coś chlapnę!

Wzięłam akwarelki, chlapnęłam...
Wzięłam maskę, trzasnęłam
Zrobiłam kwiatka, przykleiłam

i voila! :-)

Polecam zabawę z akwarelkami i maskami. Fajna zabawa.


Myślicie, że to skomplikowane?
Nic podobnego!
Możecie zrobić domowe mgiełki z akwarelek wodnych.

Po więcej zapraszam was na bloga  like-chellenges.blogspot.com


Pozdrawiam niedzielnie :-)

14 sierpnia 2016

Witajcie

w tę leniwą niedzielę, kolejnego najdłuższego weekendu nowożytnej Europy.
Bo w końcu jesteśmy w Europie! Tej zjednoczonej... Jeszcze... ;-)

Mam nadzieję, że macie pogodę i wypoczywacie ( czego i sobie życzę) bo właśnie powinnam zbierać jagody albo maliny wybywszy oczywiście uprzednio na łono natury.

A post powinien załadować się automatycznie. Ot taki wynalazek... Samo sie zrobi!
Czemu jeszcze nikt nie wynalazł metody na obiad, co "sam się zrobi..." ? ;-D

Chociaż...w sumie to wynalazł...
idziesz do restauracji lub choćby baru mlecznego... i masz! ;-P

Tymczasem...
u mnie nadal krepinki.
(Warto było zimą się nakleić, teraz kwiatki czekają gotowe w słoiku. Ale szybko ich ubywa. ;-) )

Kurs na "krepinki" znajdziecie tutaj 





***
A wieczorem... będzie gotowanie!
 Kto też ma to wie...
Kto nie ma,  niech zazdraszcza!  ;-D


28 lipca 2016

trzciniaczka

chyba
uratowałam!

Chyba trzciniaczka
i chyba uratowałam...

....pacnęło coś o wodę i płynie rozpaczliwie...podbiegam z ciekawości  i patrzę....a tu  maluśka ptaszyna usiłuje się dochlapać do brzegu a któreś z rodziców stoi na pomoście  i równie rozpaczliwie nawołuje biedaka!

Dochlapało się toto do pomostu i chwyciło pala.... wyłowiłam z wody i postawiłam na pomoście... dziobek żółty...no dzidzia jeszcze...czyżby pierwsza nieudana lekcja latania?

maluch wskoczył na trzcinkę....i nie wiem co się stało dalej ....    bo na biwak wpadła familija z rozwrzeszczanymi dzieciakami i skutecznie zaciemniła mi obraz sytuacji.

Ale myślę, że troskliwi rodzice zajęli się maluchem :-)


zdążyłam mu za to fotkę pstryknąć

a wszystko działo się w takiej dziczy

do której czasami wpadali  "dzicy"




gdzie motyle tańczyły





a grzyby osiagały rozmiary małego słonia ;-D


te zjadliwe kończyły pysznie

 szczupiec podobnie

szału zasadniczo nie było...

a jak się pojawił to tylko na chwilę



ale co się wynudziłam....to moje! ;-D


***

A tuż przed wyjazdem w dzicz powstała kolejna ślubna