21 września 2014

zostawiłam serce gdzieś na Czarnej Kopie

 czyli o tym jak wróciłam cała, niekoniecznie zdrowa...

  Jak na typowego przedstawiciela swojego gatunku homo biurvus emailatus przystało, postanowiliśmy zacząć lajtowo i nie forsować się już od pierwszego dnia pobytu ;-), czyli kupiliśmy bilety na wyciąg, a jakże, żeby się nie przemęczyć za bardzo, a jakże, oczywiście w obie strony. A jakże!

Wjechaliśmy na Kopę.
Porozglądaliśmy się... 
Weszliśmy na Śnieżkę. 
Porozglądaliśmy się... 

Zeszliśmy ze Snieżki.  Porozglądaliśmy się...
 i wybraliśmy tę ścieżkę. 


Dzień jeszcze młody ... Do zamknięcia kolejki długo... Postanowiliśmy pójść na czeską stronę na knedliczki.
Spod Śnieżki do Jelenki 45 min,  prawie pod Sowią Przełęczą. Kto szedł ten wie, że "w tamtę" jest z górki.

Knedliczki z jahodami...
Przepyszne.

Nażarliśmy się jak dzikie świnie, rozmarzyli... i z przerażeniem stwierdzili, że za chwilę zjedzie ostatnie krzesełko! No to patataj!

      I tu się zaczęło! Bo "w tę" jest całkiem ostro pod górkę!
No i tak gdzieś w połowie Czarnej Kopy,  kiedy płuca prawie wypełniły się wodą, serce stwierdziło...że wysiada! Teraz! Tutaj!
-"No to leż se tutaj do zimy!" - swierdziłam - "przyjdzie słota, mróz i śnieg, odechce ci się, niewdzięczniku"!

 Na dodatek  na grzbiet zeszły chmury, w których  zniknęło wszystko...i pomyślałam sobie, że tak chyba A na dodatek nad Czarny Grzbiet zeszły chmury, wszystko zniknęło w ciepłej i szarej mgle ... i naszła mnie myśl.... że chyba tak wygląda śmierć...

  
Chyba siłą inercji jedynie zdążyłam na ostatni gwizdek i obiecałam sobie, że nigdy więcej biegania na czas!
A już na pewno nie w górach i nie na urlopie!

   

Później już było tylko lepiej, jak się "rozchodziliśmy" tak zrobiliśmy prawie większość szlaków ( a
przynajmniej zaliczyliśmy wszystkie schroniska.
A do znajomego Pepiczka zaglądaliśmy jeszcze 2 razy. Łakomczuchy!

Pogoda dopisywała. Bardzo dziękuję za szczere życzenia i trzymanie kciuków. Pomogło!
Kikutki schodziłam do kolan ale wróciłam pełna wrażeń i pięknych obrazów pod powiekami
oraz sporą kolekcją muchomorzastych.





 

Pielgrzymy
        
 Samotnia (Mały Staw)




   Słonecznik                                                  Wielki Staw                                   Mały Staw  
 

tu też byliśmy:
Zamek Czocha
Projekt Arado- Kamienna Góra

 

Zamek Książ 

 


Na koniec pobytu przeszliśmy jeszcze raz Czarnym Grzbietem, oczywiście "w dół" bo ja wolę raczej w dół niż w górę  ;-), oczywiście weszliśmy do schroniska Jelenka pożegnać się że znajomym Pepiczkiem
a  po drodze zabrałam łaskawie swoje (leżące bezpańsko pod krzakiem, skruszałe już co nieco ) serce,
niech mu tam, ja tam pamiętliwa nie jestem!

pozdrowienia 



Urzekło mnie:


PS. W międzyczasie nawiedziliśmy jeszcze Góry Sowie i Stołowe ale o tym w następnym odcinku...

22 komentarze:

  1. Trzeba przyznać, że piękny urlop miałaś, bo i pogoda dopisała i piękne widoki wkoło. Oj zazdroszczę takiego urlopu, ale nie złośliwie :) Też byłam w tych okolicach i wiem jak tam cudnie jest :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Super wycieczka a do tego te knedliczki i ta stara kur......:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie mieszałam!... żeby nie było... ;-)))

      Usuń
  3. Widoki dech zapierają nawet tu, a co dopiero tam :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale miałaś cudowny urlop! Tyle ciekawych miejs zwiedziłaś. Zdjęcia cudne, aż miło popatrzeć:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale wyprawa! tylko pozazdrościć to się nazywają wspomnienia z wakacji :)
    fajnie , że tyle fotek dałaś , bo dzięki temu mogłam poczuć ten górski klimat!

    OdpowiedzUsuń
  6. Widzisz, trzeba było zabrać tę miotłę, a nie wypluwać płuca i obciążać serce i w dodatku po knedliczkach :-)
    W ubiegłym roku, nie włączyłam turbodoładowania i spóźniłam się na zamek Czocha, czego bardzo żałuję a Tobie zazdroszczę :-)
    Dzięki za relację z wyprawy :-). Czekam na Stołowe :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja durna, że durna nawet patyków zapomniałam!
      zeby nie zapasowe u gospodarza chyba bym tam zdechła!

      ale jak ja mogłam miotły zabyć to dla mnie rzecz niepojeta. urok jaki , czy co...;-D

      Usuń
  7. Humor Cię nie opuścił , a to najważniejsze! wypoczęta i gotowa do nowych wyzwań?
    Piękne fotki i fajniasta relacja! Dziękuję i pozdrawiam! aaaa dodam jeszcze, że brakowało mi Twoich wpisów!!!!

    OdpowiedzUsuń
  8. I tak ma być!! Niezapomniane wakacje :D Mmmmm knedliczki :D ja to na rowerze mogę pojechać bo mieszkam przy granicy :P

    OdpowiedzUsuń
  9. Witam :)
    Kontakt do mnie jest już dostępny na moim profilu.
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Jadąc w góry na przyszłość musisz brać ze sobą Viagrę, ona zwieksza wydolność płuc w rozrzedzonym powietrzu he he he :-)))))

    OdpowiedzUsuń
  11. aj.....przypomniałaś mi jak tam pięknie:) uwielbiam

    OdpowiedzUsuń
  12. Oj cudne widoki. Najchętniej to zwinęłabym manatki i udała się w takie miejsce :)

    OdpowiedzUsuń
  13. świetne zdjęcia z wycieczki, wszystko bardzo ciekawe :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Bo ja to jakaś roztrzepana przegapiłam ten odcinek sprawozdania wakacyjnego ;) Znów muszę napisać - byłam, widziałam, wszystko powyżej i ubóstwiam ;) Śnieżkę pokonałam w różnych kierunkach i tylko pieszo ;) Do knedliczek ślinotoku dostałam, tak wieczorem człowiekowi na diecie takie cuda pokazywać :P

    OdpowiedzUsuń
  15. Cóż za wakacje :D Mnie w górach nie było już bardzo długo, ale i daleko mi do nich :) Widoki i pogoda do pozazdroszczenia, cudnie że udało Ci się tak późno jeszcze błękitne niebo złapać :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Piękne widoki! Zawsze robiły na mnie duże wrażenie :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję serdecznie za wizytę i komentarz.